Trener
Radek Turek (ur. 1977r.) – główny trener warszawskiej filii ALLIANCE JJ - POLSKA, czarny pas Brazylijskiego Jiu-Jitsu i brązowy Luta Livre.

POCZĄTKI
Pierwszy poważniejszy kontakt ze sportem Radek miał w 4 klasie szkoły podstawowej, gdy zaczął grać w siatkówkę. Chociaż... długo myślał, że była to koszykówka :) Przychodząc na treningi, za każdym razem miał nadzieję, że będzie rzucał i kozłował, a tymczasem ciągle kazano mu odbijać piłkę. Mniej więcej po pół roku dowiedział się, że gra w siatkówkę i że to nie jest i nigdy nie będzie sekcja koszykówki. W latach dziewięćdziesiątych w szkołach nie było większego wyboru – i tak oto Radek trenował siatkówkę. Nie było mu to jednak pisane – szybko okazało się, że nasz trener nie jest szczególnie skoczny ani dynamiczny, więc na meczach przeważnie grzał ławę :)
Wszystko zmieniło się w liceum, gdy Radek mógł wreszcie grać w koszykówkę. Szybko dostał się do pierwszego składu, a w ostatniej klasie liceum został najlepszym zawodnikiem meczu o mistrzostwo województwa. Gratulujemy, trenerze :)
Po maturze okazało się, że ma problemy ze zdrowiem, głównie z kręgosłupem. W związku z tym lekarz zalecił mu basen – i tak oto jako 19-latek musiał nauczyć się pływać. Po jakimś czasie trenował 6–7 razy w tygodniu, wyleczył kręgosłup, a nawet zrobił dwa stopnie ratownicze: młodszego ratownika i wodnika.
W 1999 roku dostał się na AWF w Poznaniu. Na studiach okazało się, że ma problem z gimnastyką – nie był nawet w stanie 3 razy podciągnąć się na drążku; jeszcze na 4 roku ciężko mu było wycisnąć na klatę własną masę – wtedy jedyne 93 kg :) Nigdy wcześniej nie zajmował się sportami siłowymi – i chyba do dziś nie ma zbyt dużego poważania dla tego typu ćwiczeń. Na studiach nie miał wyboru i musiał przyłożyć się do gimnastyki – chodził nawet na dodatkowe fakultety. Mało tego, zrobił z niej uprawnienia trenerskie. To chyba sposób Radka na życie: „coś ci nie wychodzi? – zostań w tym specjalistą!”.
Podczas studiów zainteresował się boksem. Trenował u zawodnika, który miał na koncie 11 zawodowych walk. Radek nie traktował jednak boksu poważnie, był to dla niego rodzaj ogólnorozwoju, hobby.
Na drugim roku Radek trafił do sekcji Karola Matuszczaka, w której ćwiczył rok czasu. Nastepnie przez niecały rok trenował samodzielnie – razem z kolegą Pawłem Klimkiewiczem oglądali kasety video i w ten sposób poznawali techniki. Dzięki Pawłowi Radek poznał Sebastiana Słowka, który w tamtym czasie borykał się z kontuzjami. Po ich wyleczeniu zaczęli trenować w trójkę – Seba nie miał wtedy jeszcze swojej sekcji. Około 2002 roku poznał Andreasa Schmidta, niemieckiego zawodnika BJJ i MMA z Kolonii. Od tego czasu Radek, Paweł i Seba regularnie jeździli do Niemiec na seminaria i treningi. Walczyli głównie bez kimon i takie też były pierwsze starty Radka. Po dwóch latach treningów nasz trener wystartował na zawodach. Podczas swojego pierwszego turnieju Radek w ogóle nie znał przepisów i głównie dlatego odpadł po drugiej walce. Ale już na kolejnych zawodach poddawał przeciwników po minucie, dwóch, głównie dźwigniami na nogi.
WYJAZD DO BRAZYLII
W 2004 roku Radek skończył studia i razem z Sebastianem Słowkiem wyjechał na pół roku do Brazylii. Przez niecały miesiąc trenował w Rio u Alexandre Paivy. Niestety akademia i mieszkanie obok Copacabany były bardzo drogie, dlatego po trzech tygodniach przeniósł się pod Rio – do tańszego Niterói. Tam trenował u Ricardo Arony.
Na początku pobytu Brazylijczycy traktowali go jak każdego europejczyka – nieufnie. Sądzili, że jest arogancki, bogaty i nieprzystępny :), jednak gdy tylko zorientowali się, że Radek żywi się wyłącznie jajkami i ryżem w różnych wariantach oraz że ubiera się w miejscowe ciuchy, zaczęli pokazywać mu techniki i walczyć z nim na normalnych zasadach. Radek świetnie sobie radził. Zawodnicza purpura mogła go poddać, ale z przeciętnymi trenującymi, nawet z brązowymi pasami, szło mu całkiem nieźle. Irytowało to Alexandra Paive, który mówił, że to wstyd, że biały pasek z Polski kończy kolorowe pasy z Brazylii. W końcu któregoś dnia wydał na sztywno rozkaz: „Jutro masz sobie kupić niebieski pas”, na co Radek na brazylijskim luzie odpowiedział: „Nie mam kasy, to nie będę kupował”. Uparł się, poczekał na wyjazd Seby z Brazylii i zabrał jego pas. Tak oto po 4 latach treningów zawiązał na kimonie irytująco zasłużony niebieski pas :)
Radek codziennie wieczorem trenował u Ricardo Arony w gi. Oprócz tego ćwiczył też Luta Livre bez kimon – regularnie 3 razy w tygodniu u Pequeno, dodatkowo koło południa zwykle umawiał się na dodatkowy sparing z chłopakami od Pequeno. Między treningami chodził na plażę i odpoczywał.
Na dwa tygodnie przed powrotem do Polski, 20 listopada 2004 roku, Radek wziął udział w 14-stej edycji jednego z najbardziej znanych i tradycyjnych turniejów Luta-Livre w Brazylii – COPA BUDOKAN RIO DE JANEIRO. Turniej pod patronatem sławnego mistrza Joao Ricardo przyciągnął największe nazwiska Luta-Livre i BJJ. W zawodach tych (które odbywały się bez podziału na pasy) nasz trener zajął drugie miejsce w kategorii -90 kg. Po trzech wygranych walkach przegrał w finale 2:4 z miejscowym nauczycielem i posiadaczem czarnego pasa BJJ Victorem Hugo (MA/Libra).
Występ Radka został opisany w następujący sposób:
Ogromną niespodzianką turnieju Budokan Cup był niebieski pas w kategorii do 90 kg. Uczeń Daniela Di Dane [Daniel Di Dane – trener Andreasa Schmidta, a więc również trener Radka z Brazylii – przyp. tłum.], Polak Radek Turek zignorował kary punktowe za wciąganie do gardy i dał niezły wycisk swoim przeciwnikom. Wygrywając przez poddanie 3 walki, Radek miał finał z doświadczonym Victorem Hugo, z którym przegrał, otrzymując purpurowy pas z rąk mistrza Di Dane.
(źrodło: tatame.com.br)
Mistrz, Daniel Di Dane przedstawił na zawodach swojego polskiego zawodnika Luta-Livre Radka Turka, który zaskoczył wszystkich, pokonując przez mata-leo swoich pierwszych 2 przeciwników w turnieju w kategorii do 90 kg. Zrobił to przez wciągnięcie do gardy, wykonanie sweepa, przejście za plecy i wykończenie duszenia przy jednoczesnej asekuracji podhaczeniami! Zaskoczony Brazylijczyk w ćwierćfinale powiedział: „nie spodziewałem się chłopaka z zagranicy z tak błyskotliwą techniką”.
(źródło: adcombat.com)
POWRÓT DO POLSKI
Do Polski wrócił w grudniu 2004 roku. Skończył studia i nic go nie trzymało w Poznaniu, a ponieważ miał sporo rodziny w Warszawie, przyjechał do stolicy i założył własną sekcję. Znalazł pracę w szkole gimnazjalnej jako nauczyciel wychowania fizycznego.
Klub na początku tworzyły jedynie cztery osoby: Radek, jego brat Maniek, Profesor (Kamil Umiński) i Jerz (Jerzy Toeplitz). Następnie dołączyli Watson (Kuba Witkowski), Ninja (Bartek Sitkiewicz), Smerf (Michał Wyszyński), Robert Faryj i Rst (Michał Szczurowski). Radek na początku skupił się na walce bez kimon – ta formuła mu bardziej odpowiadała.
Pierwszym ważnym startem Radka po powrocie do Polski był wyjazd na Puchar Europy UGC 6, we wrześniu 2005 roku. Przygotowywał się do niego tylko z chłopakami z klubu – własnymi uczniami. Walki na UGC odbywały się bez limitu czasowego, do poddania. Radek wygrał swoją kategorię (-98,9 kg) i Open. Pojechał z nim wtedy Kamil Umiński, który po zaledwie kilku miesiącach treningów zdobył złoto w kategorii początkujących.
Od tego momentu Radek skoncentrował się jedynie na submission fighting. Chłopaki po pierwszych zawodach bardzo się zaangażowali i tak oto Alliance w Warszawie powoli stawał się prężną sekcją zawodniczą.
Radek na zawodach odnosił coraz więcej sukcesów. Został zaproszony na superfight na gali Grappling Challenge Karlsruhe 2006 – wygrał po minucie dźwignią na nogę z Christophem Schadkiem. Rok później, gdy pojechał do Stuttgartu na seminarium, wystartował na turnieju Submissão. Chociaż był 2 miesiące po złamaniu żebra, wygrał kategorię, a w Open w finale przegrał jednym punktem.
Wyjątkowym startem w tym samym 2007 roku były ADCC European Trials w Turku w Finlandii. Nie był to otwarty turniej dla wszystkich – zawodnicy mogli się zakwalifikować podczas eliminacji, dostać zaproszenie lub zieloną kartę. Każda kategoria liczyła 16 osób. Nasz trener dostał zieloną kartę, co było wtedy spełnieniem jego marzeń. Pokazał się z bardzo dobrej strony i wygrał swoją kategorię (-99 kg.) oraz awansował do finałowego turnieju ADCC w Stanach Zjednoczonych.
ADCC Championships 2007, które odbyły się w maju w Trenton (stolica stanu New Jersey), zaczęły się dla Radka trudnym psychologicznie pojedynkiem z amerykańskim zawodnikiem bez nóg, Nickiem Akermanem (wygrana na punkty). W drugiej walce Radek trafił na Cacareco. Uciekł z 4 dźwigni kończących, po czym Cacareco zaszedł Radkowi za plecy i złapał bardzo nieprzyjemne duszenie wchodzące na kręgosłup, które nasz trener niestety odklepał.
Kolejnym ważnym startem były ADCC European Trials 2009 w Szwecji. Oprócz Radka nasz klub reprezentował również Kongo (Tomasz Janiszewski). Obaj po bardzo ciężkich przygotowaniach z chłopakami z sekcji wygrali swoje kategorie (Radek: -99 kg, Kongo: +99kg). Te zwycięstwa zapewniły im start na finałach: ADCC World Championship 2009 w Barcelonie, na których obaj zajęli 5 miejsca. Radek wygrał pierwszą walkę z Raphaelem Daviesem (dwukrotny mistrz świata w grapplingu światowej federacji zapaśniczej FILA), a w drugiej przegrał pół minuty przed końcem przez balachę z Alexandre Ribeiro. Kongo odpadł również w drugiej walce, przegrywając na punkty 0:3 ze znanym zawodnikiem MMA Fabricio Verdumem. Ich przeciwnicy, jak się później okazało, wygrali swoje kategorie.

Następnymi zawodami Radka były ponownie kwalifikacje do Mistrzostw Świata: ADCC European Trials 2011 w Turku. Tym razem nasz trener wybrał się do Finlandii ze swoim uczniem Kamilem Umińskim. W pierwszej walce Radek miał wolny los, drugą wygrał przez taktarowa w pierwszej minucie, a w półfinale pokonał aktualnego mistrza Polski Tomasza Narkuna 6:0, przechodząc dwukrotnie jego gardę. Kamilowi również udało się w pięknym stylu wygrać wszystkie swoje walki i tak oto w finale spotkali się mistrz i uczeń :) Radek oddał walkę Kamilowi, który mógł spełnić swoje marzenia i zakwalifikować się na Mistrzostwa Świata w Anglii.
Po powrocie do Polski cały klub wziął w swoje ręce zapewnienie Radkowi startu na finałach. Dzięki bardzo intensywnej kampanii w internecie, w którą włączyła się później cała Polska, Radek został zaproszony przez szejka do Anglii :) Podczas gdy w całym klubie zapanowała nieopisana radość, Radek (będąc akurat na grillu) nagle zaczął dostawać mnóstwo smsów z gratulacjami od swoich przeszczęśliwych uczniów i nie tylko :) Jak sam potem przyznał, myślał, że wszyscy sobie z niego żartują. Dopiero po jakimś czasie nasz trener przyjął do wiadomości to, że po raz trzeci zawalczy na najważniejszej grapplerskiej imprezie świata :)
Zarówno dla Radka, jak i Kamila okres przygotowań był ciężki – obaj borykali się z kontuzjami i brakiem czasu na treningi. Radek na 6 tygodni przed startem doznał urazu kolana i naderwał sobie więzadło poboczne. Przez 5 tygodni nie mógł trenować, a Profesor stracił swojego głównego sparingpartnera.
Nie zważając jednak na okoliczności, we wrześniu w optymistycznych nastrojach obaj wylecieli do Anglii. Kamil w pierwszej walce trafił na Antonio Peinado – po bardzo dobrym początku i próbach przejścia gardy, musiał uznać jego wyższość, odklepując dźwignię na staw łokciowy. Radek w pierwszej walce spotkał się z Jamesem Brasco (czarnym pasem BJJ oraz mistrzem świata federacji CBJJ no-gi) i wpinając się dwa razy za plecy, zapewnił sobie zwycięstwo. W drugiej walce trafił na Deana Listera (trzykrotny mistrz świata ADCC), któremu udało się poddać naszego trenera dźwignią na kontuzjowaną nogę, a następnie w podobny sposób wygrać całą kategorię.
STARTY W GI
Podczas swojej kariery zawodniczej Radek trzy razy wziął udział w zawodach Brazylijskiego Jiu-Jitsu. W 2004 roku podczas pobytu w Brazylii wystartował na Mistrzostwach Świata w kategorii niebieskich pasów. Pierwszą walkę wygrał przez duszenie, a w drugiej przegrał na punkty.
Musiało minąć aż siedem lat zanim Radek zdecydował się ponownie spróbować swoich sił w kimonach. Tym razem zawalczył przed polską publicznością na warszawskich eliminacjach do World Professional Jiu-Jitsu Championship, które odbywają się co roku w Abu Dhabi. W lutym 2011 roku nasz trener stoczył dwie walki w kategorii +92kg. W pierwszej zwyciężył na przewagi; w drugiej walce jego przeciwnikiem był Brazylijczyk Rodrigo Cavaca (mistrz świata BJJ kategorii ultra heavyweight), który wpiął się Radkowi za plecy i wygrał na punkty.
Ostatnimi zawodami Radka były następne kwalifikacje do World Professional Jiu-Jitsu Championship w październiku tego samego roku. Radek wygrał pierwszą walkę przez wskazanie, a w drugiej nie wybronił sweepa i przegrał na punkty z duńskim zawodnikiem Aleksandrem Transem.
TRENER
Oprócz tego, że jest zawodnikiem, Radek na co dzień jest także trenerem w warszawskiej filii Alliance. Sekcję zbudował od podstaw, prowadząc zajęcia: najpierw bez kimon, a od 2010 roku również w kimonach. Od początku przygotowywał swoich uczniów do rywalizacji na zawodach. Po roku prowadzenia treningów zaczął odnosić pierwsze sukcesy trenerskie – jego zawodnicy pomimo małego doświadczenia wygrywali najpierw w województwie mazowieckim, a w późniejszym czasie zarówno na arenie ogólnopolskiej, jak i światowej. Pierwsi reprezentanci naszego klubu od samego początku rywalizowali na równi z najlepszymi w Polsce.
W sierpniu 2010 roku obozie szkoleniowym w Zakopanym Radek otrzymał czarny pas BJJ z rąk Alexandra Paivy. Lider Teamu powiedział:
Właśnie nadałem czarny pas najlepszemu grapplerowi w Polsce, mojemu uczniowi Radkowi Turkowi. W tej chwili jest on najlepszym grapplerem w Europie.
Informację o tym wydarzeniu zamieścił także Graciemag: http://www.graciemag.com/en/2010/08/gigi-gives-black-belt-to-adcc-beast-and-issues-alert/
Radek – jak sam mówi – za swój największy sukces uważa to, że trzech zawodników sekcji, którą stworzył od podstaw reprezentowało barwy klubowe na najbardziej prestiżowej chwytanej imprezie – Mistrzostwach Świata ADCC (Radek, Kamil Umiński i Tomek Janiszewski). Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w początkowym okresie, aby jechać na Mistrzostwa Świata, każdy zawodnik musiał najpierw wygrać zawody dające mu prawo do udziału w kwalifikacjach do turnieju głównego, a następnie musiał jeszcze wygrać te kwalifikacje.











